Strona główna Kalendarz Motorsportu O Robercie Kubicy Filmy Kontakt English version

wtorek, 15 maja 2018

Kubica: O twardej głowie, zakładniu butów, rodzinie, religii i Milanie

Robert Kubica prywatny wywiad
Bardzo rzadko mamy okazję przeczytać takie wywiady z Robertem Kubicą. Polak w bardzo szczerej rozmowie z rmcmotori.com opowiada o swoim powrocie do sportu, przełamywaniu cierpienia mentalnego i bólu fizycznego, a także o rodzinie, wierze, Janie Pawle II. Dowiadujemy się, że gdyby nie był kierowcą, to pewnie zostałby... mechanikiem.

Pytanie: Czy podoba Ci się ta F1?
Robert Kubica: Wolałabym lżejszej F1, gdzie można naciskać do maksimum bez problemu zużycia paliwa, w której kierowcy robią różnicę. Dziś wszystko robione jest w symulatorze. Kiedyś auto było rozwijane podczas testów przez kierowców. Dziś jeżeli komputer wskaże parametry i są dobre, to nie można zrobić wiele więcej. Wszystko dzieje się w fabryce, a ja kocham Formułę 1, w której to tor robi różnicę.

P: W swojej karierze miałeś dwa poważne wypadki. Ostatni był naprawdę dewastujący. Wróciłeś za kółko bolidu F1. Jak przezwyciężyłeś cierpienie psychiczne, ból fizyczny i strach przed powrotem?
RK: Nie mogę wprost odpowiedzieć. Wszystko jest łatwe, gdy jest dobrze. Kiedy zaczynają się trudności, każdy zaczyna żyć na swój sposób. Znam ludzi, który mieli większe lub mniejsze problemy niż moje i stawiali im czoła z odwagą na swój sposób. Każdy reaguje na cierpienie w indywidualny sposób, nie ma jednej zasady dla wszystkich. Priorytetem jest ustawianie sobie osiągalnych celów i dążenie do nich krok po kroku. Wiele osób pytało mnie, czemu powrót do F1 zajął mi aż siedem lat. Po prostu dlatego, że nie byłem na niego gotów dwa czy trzy lata temu. Byłem w stanie jeździć, ale to nie zadziałałoby z wielu powodów, nie tylko fizycznych. Od trzech lat problemy są te same, to była tylko kwestia psychiki by zresetować pewne rzeczy, wyciszyć się i przejść przez rzeczy, które bolą.

P: Z pewnością głowa robi różnicę
RK: Nie wiem, czy jestem silny czy nie z mentalnego punktu widzenia, ale wiem, że mam twardą głowę. Czasem to zaleta, a czasem wada. W tym wypadku upór pomógł mi, wyszedł cały mój charakter. W ciągu poprzednich 7 lat, tych po wypadku, moja twarda głowa uratowała mnie w kilku momentach, gdy zdawało się, że świat sprzysiągł się przeciwko mnie, gdy wszystko szło źle. Ale nie poddałem się i wróciłem na tor i robię co mogę.


P: Czy myślałeś kiedykolwiek, aby się poddać?
RK: Wszyscy postrzegają mnie jako supermena, ale jestem człowiekiem, osobą, która ma ograniczenia i która musi stawiać im czoła każdego dnia. Kiedy patrzę w lustro, widzę moje ograniczenia. Kiedy prowadzę, zapominam o nich. Skupiam się wówczas na innych rzeczach - zmianie biegów, punkcie hamowania, wyciągnięciu limitu z samochodu. Ale gdy wysiadam z kokpitu, muszę mierzyć się z moim nowym życiem. Niektóre rzeczy muszę robić inaczej, choćby zakładanie butów rano. Na początku, nie mogłem robić nawet tego. Teraz nauczyłem się to robić inaczej, może jest to trudniejsze, ale daję radę.

P: Co było punktem zwrotnym?
RK: Zaakceptowanie pewnych rzeczy, których nie mogę dłużej robić, a mogłem przed wypadkiem. To było przełomem, gdy mogłem osiągać te same cele poprzez zmianę podejścia. Ograniczenia można obejść i tak muszę robić też na torze. Lepiej lub gorzej, ale gdybym nie zmienił swojego podejścia, nie mógłbym osiągać tego co chcę. Moją radą dla wszystkich, którzy mają gorsze momenty, jest walczyć, akceptując rzeczywistość.

P: Koniec końców, mamy teraz wesołe dni, bo wróciłeś jako kierowca testowy.
RK: To z pewnością sukces. Staram się czerpać z tego satysfakcję, ale nie ukrywam, że głównym celem jest powrót do ścigania. Gdy mamy spotkanie z inżynierami i mówią o czymś, co doradzałem miesiące temu, to jest to duża satysfakcja. I mógłbym przytoczyć inne przykłady satysfakcji, którą czerpię w tak dziwnym świecie jak F1. Ale są to osobiste rzeczy, małe sekrety, niewidoczne dla tych, którzy obserwują to z zewnątrz.

P: Czy zastanawiałeś się kiedyś, co robiłbyś, gdybyś nie został kierowcą?
RK: Być może byłbym mechanikiem ponieważ moja pasja do samochodów jest tak tak mocna że chciałbym wejść do tego środowiska.

P: Założenie rodziny i spokojne życie jest jednym z twoich przyszłych celów?
RK: Byłoby miło ponieważ dotychczas nie były to moje cele. Jestem sam i może to dobrze, ponieważ gdybym miał rodzinę, nie byłoby mnie tu na torze by nie ryzykować. Gdybym miał żonę i dzieci, po tym, co mnie spotkało, na pewno oni staliby się moim priorytetem. Ludzie, których się kocha, zawsze powinni mieć priorytet przed wyścigami.


P: Wiem, że tego nie lubisz, ale jaki jest twój stosunek do wiary?
RK: Nigdy nie mówię o wierze ponieważ jest to zbyt osobiste, wewnętrzne i nie chcę się tym dzielić. To coś mojego i nie może być przedmiotem rozmowy. Trochę jak miłość. W przeszłości byłem zaręczony przez wiele lat, ale nigdy nie mówiłem o moich osobistych sprawach.

P: A czy możemy porozmawiać przynajmniej o Janie Pawle II?
RK: Dla nas, Polaków, to ktoś, kto zmienił nas mentalnie, uczynił nas dojrzałymi jako nardów i ludzie i pokazał nam konkretną drogę. Wojtyła mówił nam, żebyśmy się nie lękali. Jeżeli ktoś wierzy, nawet tylko w siebie, ma wiarę w coś większego, to może tego dokonać.

P: A poza torem - piłka nożna. Nadal jesteś fanem Milanu?
RK: Tak, niestety. I muszę powiedzieć, że po moim wypadku brakowało mi jeszcze tylko takiej gry Milanu. I nie mówię tu o ostatnim meczu z Juve. Mam nadzieję, że przynajmniej w tym wypadku cierpienia moje i Milanu skończą się.

Brak komentarzy: