Strona główna Informacje z WRC O Robercie Kubicy Klasyfikacje Kontakt English version

sobota, 19 września 2015

Jak Robert Kubica radził sobie w Grand Prix Singapuru

fot. NEO flickr
Mimo iż rywalizacja w Singapurze odbywa się na torze ulicznym to Robertowi Kubicy nigdy nie udało się tam odnieść sukcesu. Na pewno jednak jeden z jego występów na długo zapadł nam w pamięć. O który chodzi? Pewnie wiecie. Zapraszam do przeczytania, jak Robert Kubica radził sobie w tym Grand Prix.

Grand Prix Singapuru pojawiło się w kalendarzu F1 w 2008 roku i od razu stało się jedną z najciekawszych rund Formuły 1. Tradycyjnie zaczynamy od okrążenia toru z Robertem:


Po pierwszych jazdach na torze Robert przyznawał, że jest bardzo wymagający i niezwykle śliski. W treningach zajmował kolejno 5., 6. i 7. miejsca. W kwalifikacjach było jeszcze lepiej bowiek Kubica ukończył je na 4. pozycji. Udało mu się ją obronić na starcie, ale na 16. okrążeniu miał miejsce największy przekręt w F1 w ostatnich latach:


Wtedy jeszcze obowiązywała zasada, że boksy w czasie jazdy samochodu bezpieczeństwa są zamknięte. Kubicy kończyło się już jednak paliwo i musiał złamać tę zasadę za co został ukarany karą przejazdu przez boksy. Spadł po jej wykonaniu aż na 18. miejsce. Ostatecznie udało mu się przebić na 11. lokatę.

Rok 2009

W treningach przed Grand Prix Singapuru 2009 Robert zajmował 8. , 10. i 5. miejsca. W kwalifikacjach uplasował się na 9. miejscu, ale startował do wyścigu z 7. pozycji. Najpierw zyskał miejsce, potem je stracił i jechał jako ósmy. Niestety, ponownie jego strategia nie dopasowała się do wizyty na torze samochodu bezpieczeństwa i Robert stracił kilka miejsc, spadając na 11. lokatę. Bolid Kubicy bardzo mocno zużywał opony przez co Polak nie mógł jechać szybkim tempem. Piął się jednak w górę i ostatecznie był 10., zdobywając "najtrudniejszy punkt w życiu" - jak sam to określił.

Rok 2010

W treningach Kubica plasował się dwukrotnie na 9. i raz na 8. miejscu. W kwalifikacjach również była 8. pozycja. Robert świetnie wystartował i przebił się oczko do góry. Po zjazdach innych kierowców do boksów był już nawet 3., ale po swoim pit-stopie wrócił jako 7. Niestety, potem doszło do przebicia opony w aucie Polaka i musiał zjechać na dodatkowy postój. Wrócił na 11. miejscu, a potem wykonał to:


Oczywiście te wyczyny były możliwe dzięki świeżym oponom, ale i tak robią wrażenie. Robert ukończył wyścig na 7. miejscu.

Strona powrotroberta.blogspot.com jest na facebooku oraz Twitterze! Dołącz do osób go lubiących i bądź na bieżąco! 

Więcej o całej F1 na onestopstrategy.com

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"I would prefer to finish sixth with a borinig race than seventh with a bit of action, but it was good for the fans and I had fun" :-)))

Anonimowy pisze...

Im więcej wylotów z trasy Roberta w WRC tym smutniej czyta mi się wpisy rozpoczynające się
od: "jak Robert sobie radził". Jak by już był na emeryturze :)

Anonimowy pisze...

Pamiętam jak oglądałem ten wyścig ze łzami w oczach. To co robił Robert na torze było niesamowite, mimo że miał świeży komplet opon.

maSay2610 pisze...

Kurde czy w koncu sie skonczy ta żałosna opowieść o tym jak by zajebiście było aby Robert wrócił do F1 i jak smutno, że go tam nie ma. Ludzie opamiętajcie się. Los tak się potoczył i już! Czasu nie odwrócimy! Robert teraz jest w WRC i dziękujmy mu za to bo to co on tam robi naprawde robi wrażenie! A szczególnie na nas polakach! Bo nigdy nie mieliśmy takiej osobyw WRC. Dziękujmy mu za tą siłe i determinacje jaką ma, bo naprawde jest wielki, że z tym sprzętem co ma jest w stanie wygrywać odcinki, a to że wylatuje z drogi kiedyś się skończy. Musimy tylko poczekać... Wyniki przyjdą, trzeba czasu, a ze sponsorami Robson napewno sobie poradzi, bo taką siłę przebicia do ludzi jaką on ma, nie ma nikt w WRC

Grzegorz Herda pisze...

maSay2610 czy marzenia o rzeczach wielkich są żałosne? Pewnie wielu tutaj zażartych fanów Roberta marzy o tym, że będzie on pierwszym i jedynym w historii zawodnikiem, który zdobędzie mistrzostwo w obu dyscyplinach i przy bardzo szczęśliwym splocie okoliczności (możliwość startu w topowych teamach) ciągle jest to możliwe. Oczywiście marzenia to jedno, a życie to drugie, może będzie 'tylko' pierwszym zwycięzcą GP F1 i rundy WRC.
A może wymyślimy dla niego 'koronę motorsportu', którą mógły zdobyć - F1, WRC, DTM, RallyCross, WTCC?
Jest tu wielu fanów rajdów, którzy cieszą się, że mamy Polaka na najwyższym poziomie, ale jest też wielu fanów Roberta, którzy cieszą się, że żyje, pokazuje niezwykły charakter i determinację, a poznali go jako pierwszego Polaka w F1, i ich pierwsze nadzieje i marzenia to było mistrzostwo F1.

Seweryn F1 pisze...

maSay2610 - no nie przeginaj! tak, jest smutno, że nie ma Roba w F1 i Twoje głupkowate wypowiedzi tego nie zmienią. To, że ktoś wolałby Roba w F1 zamiast w WRC nie czyni go gorszym, a wręcz przeciwnie! większość kibiców poznała umiejętność tego kierowcy w F1. Był też tam pierwszym, regularnym gościem z Polski. I za tym, My kibice Roberta tęsknimy!!!