Strona główna Informacje z WRC O Robercie Kubicy Klasyfikacje Kontakt English version

środa, 8 czerwca 2011

Wywiad z Fernando Rees`em, znajomym z toru Roberta Kubicy

Robert Kubica lubi jazdę w każdej formie. W 2005 roku zdobył tytuł Mistrza Polski w grze Colin McRae Rally. Kilka lat temu przyznał w jednym z wywiadów, że symulatorami jazdy aut wyścigowych zainteresował się dzięki swojemu koledze z toru, Fernando Rees`owi. Czytelnikowi mojego bloga, Pawłowi "Fabkowi" Fabisiewiczowi, udało się przeprowadzić wywiad z tym kierowcą, który przechodził przez kilkanaście serii wyścigowych, a podczas swojej kariery kilka lat rywalizował z Robertem Kubicą, również w jednym zespole. Zapraszam do przeczytania wywiadu, który traktuje nie tylko o jego relacji z Robertem, ale również o różnicach w jeździe poszczególnymi samochodami i wspomnianych już symulatorach.

Fernando Rees to brazylijski kierowca wyścigowy. Startuje od 8 roku życia. W swojej karierze jeździł m.in. w kartingu, Formule Renault, World Series by Renault, Formule 3. Od 2007 roku startuje w wyścigach serii Le Mans. Więcej o nim: http://en.wikipedia.org/wiki/Fernando_Rees


Paweł "Fabek" Fabisiewicz: Od jak dawna znasz Roberta Kubicę? Jak długo z nim jeździłeś?
Fernando Rees: "Zaczęliśmy razem jeździć w kartingu (w 1998 roku, kiedy przeprowadziłem się do Europy z Brazylii). Kubica zawsze dysponował najlepszymi gokartami i był w jednym z najlepszych zespołów. Wiem, że nie miał dużo swoich pieniędzy, ale zawsze ktoś mu pomagał. Ja nigdy nie miałem najlepszego gokarta i nie byłem w dobrych zespołach więc nigdy nie miałem szans porównywać się z Kubicą. Jego maszyny były znacznie szybsze od moich. Robert zawsze ścigał się na tym samym poziomie co Rosberg i Hamilton."

P.F.: Jakie są twoje wspomnienia związane z Robertem Kubicą?
F.R.: "Ogólnie pamiętam, że Kubica nigdy nie mógł pogodzić się z porażką - nigdy. Czasem po niepowodzeniach potrafił stracić głowę, wpaść w szał. Kiedy nie zwyciężał potrafił być bardzo zdenerwowany. Czasem zdarzało mu się popełniać głupie błędy przez swój temperament. Z czasem poprawił się w tej kwestii, która wcześniej była jedną z jego największych wad."

P.F.: A jakaś jedna konkretna historia?
F.R.:
"Mam takich wiele, ale opowiem jedną, ponieważ dla mnie jest bardzo ważna. W 2002 roku Kubica jeździł w Formule Renault 2000. Dzieliłem z nim jeden zespół, ale on był pod opieką Renault a ja nie więc miał dostęp do wszystkich moich danych, a ja nie miałem szansy zobaczenia jego. Jego auto różniło się od mojego i nie mogłem bliżej mu się przyglądać. Normalne zatem, że był szybszy ode mnie, jego samochód był znacznie lepszy. Podczas jednego z wyścigów, na Monzy, w każdej z serii treningowych byłem od niego szybszy. Kubica skarżył się, że ma problemy z autem. W ostatnich minutach ostatniego treningu poprosił mnie o przejechanie się jego autem i zobaczenie o co chodzi. Jadąc nim nie tylko pobiłem mój własny rezultat, ale również byłem sekundę szybszy niż Kubica. Zanotowałem dla niego 3. czas, a sam byłem 6. Mam nawet zdjęcia z tego wydarzenia. Kubica opuścił tor zdenerwowany i nie rozmawiał z nikim. Następnego ranka dostał nowy samochód - nowy silnik, zawieszenie. Tylko on mógł tak zrobić wtedy. Ten bolid był znacznie szybszy od poprzedniego i Robert finiszował w pierwszej trójce. Ja znowu byłem bardzo wolny."

P.F.: Czy już wtedy wymieniało się go w gronie kandydatów do Formuły 1?
F.R.:
"W 1998 roku po raz pierwszy słyszałem, że jeżeli nic dziwnego się nie stanie to Kubica (również Hamilton, Rosberg i Piquet Jr), może jeździć w Formule 1. Ci kierowcy mieli nie mieć problemu ze znalezieniem miejsca w F1."

P.F.: Czemu Kubica jest uważany za jeden z największych talentów w Formule 1?
F.R.: "Rzeczywiście, obecnie jest jednym z najlepszych kierowców. W ostatnich latach poziom kierowców w F1 robił się coraz niższy, ale od czasu do czasu pojawiają się na prawdę dobrzy kierowcy. Kubica jest jednym z nich. Powiedział bym, że teraz tylko kilku kierowców w F1 ma prawdziwy talent. Są to Kubica, Alonso i Rosberg."


P.F.: A teraz pytania dotyczące bezpośrednio ciebie - jeździłeś w wielu seriach - w typowych single-seaterach, kartingu a teraz w autach serii Le Mans. Jakie są różnice w jeździe każdym z tych samochodów? Którym jeździ się trudniej? Który daje największą przyjemność?
F.R.: "Powiedziałbym, że największą różnicą jest to, że jedne auta przygotowywane są na typowy sprint, w drugich liczy się wytrzymałość. Auta F3 i F1 to typowi sprinterzy - wyścigi w nich są krótkie, a kierowcy mają je "na własność" - nie muszą ich dzielić z innymi kierowcami. W Le Mans chodzi o wytrzymałość - długie wyścigi, od 6 do nawet 24 godzin. W serii wyścigach F3 na przykład, można dostosować auto do swojego stylu jazdy, w serii Le Mans trzeba iść na kompromis, ponieważ dzieli się auto z innymi. To nastręcza wielu trudności - przy ustawieniach auta, pozycji fotela, lusterek, manetek. Niektóre rzeczy można nieco pozmieniać przy zmianie kierowcy, ale nie będzie to idealne.
Powiedziałbym, że kierowca staje się bardziej "kompletny" gdy może dopasować auto do swoich potrzeb. Utalentowany kierowca serii Le Mans szybko przyzwyczaiłby się do jazdy autem F1, ale kierowcy F1 byłoby znacznie trudniej przenieść się do auta z Le Mans. Wiem to z własnego doświadczenia. Widzimy teraz, jak Schumacher nie radzi sobie z autem Mercedesa, mimo że zespół zbudował je w tym roku pod niego. Dla kierowców z serii Le Mans to śmieszne, bo miarą dobrego kierowcy jest to, że umie się dopasować do różnych aut. Wystarczy spojrzeć na Roberta Kubicę. Jeżeli kierowca tego nie potrafi, to jego "talentowi" czegoś brakuje.
Jeżeli chodzi o to, którym autem się łatwiej jeździ, to odpowiedź jest prosta - tym, które jest lepiej dopasowane do twojego stylu. Technologia również odgrywa rolę - niektóre auta GT są znacznie trudniejsze do opanowania i znalezienia ich limitu niż na przykład bolidy F1."

P.F.: Porozmawiajmy teraz o symulatorach. Lubisz na nich jeździć, ale na ile oddają one realizm? Jeździsz na nich dla treningu czy dla zabawy?
F.R.: "Zakochałem się w symulatorach gdy pierwszy raz jechałem na Formula One Grand Prix by Geoff Crammond (producent: Microprose). Byłem uzależniony od tej gry, w pozytywnym sensie. Wtedy nie mieliśmy jeszcze Internetu więc grałem z przyjaciółmi w domu. Grałem w tę serię do jej ostatniego wydania, GP4. Wygrałem wiele lig, spotkałem wielu przyjaciół, dałem się poznać w Internecie. Jeździłem również w lidze NASCAR Racing 2003 i GTR. Grałem też sam, nie w ligach.
Wierzę, że symulatory pomagają. W wielu wyścigach osiągnąłem lepsze rezultaty ponieważ wcześniej jeździłem na symulatorach.
"

Rozmawiał: Paweł "Fabek" Fabisiewicz

Więcej informacji o całej Formule 1 znajdziesz na www.f1ultra.pl



Reklama
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
powrotroberta jest już na facebooku! Dołącz do osób go lubiących!

www.techpro.pl - maszyny i narzędzia budowlane - sprzedaż i wynajem, niskie ceny, fachowa obsługa!

13 komentarzy:

Mateusz Cieślicki pisze...

Bardzo dziękuję Pawłowi za przeprowadzenie wywiadu z tak znakomitym kierowcą i możliwość udostępnienia go Wam na moim blogu. Kilka ciekawych wniosków się nasuwa - krytyka Schumachera, fakt, że już w 1998 roku Kubica był typowany do F1. Widać też żal Reesa, że nie udało mu się trafić do F1. Jeszcze raz dziękuję!
Gdyby ktoś z Was miał możliwość przeprowadzenia wywiadu z kimś związanym z Robertem Kubicą to chętnie udostępnię bloga. Pozdrawiam!

Ewa pisze...

Chciałabym zobaczyć Roberta wpadającego w szał :).Dla mnie to wspomnienia frustrata pokrzywdzonego przez podły los.Wszyscy winni wokoło, ze nie dostał się do F1 a przecież był lepszy od Kubicy.Mikołaj w ostatnim wywiadzie zapytał Roberta jakie miał oczekiwania, Robert powiedział, że nigdy nie ma żadnych.Pozdrawiam :)

Fabek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Fabek pisze...

Postaram się zapytać Fernando, czy to właśnie przez wypadek nie chciał czy też nie mógł kontynuować swojej "drogi do F1".

Anonimowy pisze...

Tak to już jest jak się nie udaje,lecz do Roberta jakoś mi to nie pasuje raczej nigdy nie słyszałem szukania winy we wszystkim co możliwe wtedy kiedy coś poszło nie tak.Raczej to ja tłumaczyłem i tu uwaga własnej żonie :) że albo odpadło koło ,albo silnik zdechł albo BMW to haidfeldowcy .
Tak a propo Nicka H. to bardziej do jego charakteru pasuje , a że Robert nielubi porażek albo inaczej nielubi nie być pierwszy to raczej wiedziałem od dawna.Robert to twardy gość!
TOM.

Mateusz Cieślicki pisze...

No ale coś z tego charakterku Robertowi jeszcze zostało - spójrzmy na ostatnią wypowiedź Boulliera, że "Kubica potrafi uderzyć pięścią w stół"...

Ewa pisze...

Walnąć pięścią w stół potrafi człowiek który dokładnie wie czego chce i jest pewny swojej racji.Nie jest to jednak jednoznaczne z wpadaniem w histerię gdy czegoś się nie potrafi zrobić.Nawet 2008rok a zwłaszcza drugą połowę przyjmował z pokorą gdy zespół dogrzewał opony Nickowi.Ja oczywiście Roberta nie znam z tej ani z innej strony ale ten obraz jakoś mi nie pasuje.Gorszy bolid, gorszy gokart, no cóż idąc tym tropem można powiedzieć, że Schumi ma gorszy bolid od Rozberga, Felippe od Fernando, Witek od Roberta.Fernando Rees jest z pewnością świetnym kierowcą w serii le Mans nie znaczy to jednak, że byłby tak samo dobry w F1.

Anonimowy pisze...

Senna też źle znosił porażki... I jeszcze jedno, dla mnie to tez jest wywiad frustrata... W życiu znam niewielu ludzi, którzy czując się "pokrzywdzeni" mówili dobrze i z szacunkiem o swoich rywalach... No może poza jednym...i Robert do nich należy! I też jakoś trudno mi sobie wyobrazic Roberta wpadającego w szał...;) Wymaga dużo od innych, tak jak wymaga od siebie... Gdzie ten wywiad został przeprowadzony? i czy osoba go przeprowadzająca ma licencję dziennikarską?

Fabek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Mateusz Cieślicki pisze...

Nie ma czegoś takiego jak licencja dziennikarska. Zgodnie z polskim prawem prasowym dziennikarzem jest osoba przygotowująca materiały prasowe.

Anonimowy pisze...

Bardzo dziwny ten wywiad. Wygląda na to, że Rees, gdyby trafił do F1, byłby najlepszym kierowcą w historii.

Fabek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...


Szkoda, ale to wypowiedź faceta który przynajmniej częściowo nie jest zadowolony ze swojego życia.
Jak pamiętam (np. wypowiedzi Morellego) to Roberto miał praktycznie zawsze bardzo kiepski sprzęt - np. trupki Carlina w Macau w zestawieniu z Mercedesowymi Red Bullami Vettela.